poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rozdział 1

Po męczącym dniu w szkole wróciłam do domu i tam spotkałam tą zołzę która jak gdyby nigdy nic majstrowała coś w kuchni.

Kinga: Hej, zjesz z nami kolację?
D: Odpuszczę sobie, nie chce się otruć.

Powiedziałam, i poszłam na górę do swojego 'królestwa'. Mój pokój był takim moim zaciszem. Miał fioletowe ściany, ciemną podłogę a pod sufitem było pełno małych lampek, mój żyrandol był również fioletowy stworzony z kryształków. który rozświetlał mój pokój jeszcze bardziej. Moje okno było ogromne i niestety nie miałam jakiegoś świetnego widoku iż było tam drzewo do ogrodu i inne domy. Czyli nuda i tyle.
Mój strój

Gdy już weszłam do pokoju, rzuciłam moją torbę pod łóżko i postanowiłam się przebrać w coś wygodniejszego, jakoś dzisiaj byłam jakaś zmęczona, tylko czym? Postanowiłam wsiąść długą kąpiel z bąbelkami i muzyką i w ogóle. Weszłam do mojej łazienki, iż każdy w domu ma własną łazienkę i chwała Bogu za to bo nie miałam zamiaru dzielić łazienki z tą żmija, pewnie jeszcze zabierałaby mi moje szampony itp. Po wejściu do łazienki odkręciłam gorącą wodę i wlałam trochę mojego ulubionego płynu kokosowego. Po zrobieniu tej czynności zmyłam makijaż jaki miałam na twarzy i poszłam wybrać szybko jakieś luźne ciuchy. Przystało na czarnych dresach i crop-topie. Wzięłam też czystą bieliznę Victoria Street i poszłam do łazienki.

Ściągnęłam swoje brudne ciuchy i wrzuciłam do kosza na pranie i weszłam do wanny, relaksując się momentalnie. Nie wiem dlaczego ale ciągle miałam tego nowego gościa w głowie. Ciekawe co zrobił że jest taki znany w naszym mieście? Może okradł bank? Albo też bierze udział w wyścigach? Raczej nie.. Widziałabym go co nie? Hmm.. Nie wiem jak zdobył taką popularność ale chce się dowiedzieć! Żeby się kompletnie zrelaksować stwierdziłam że włączę sobie muzykę. Gdy usłyszałam pierwsze nuty od razu zapomniałam o chłopaku o kakaowych oczach.

*****
Oczami Zayn'a

Po tym gdy spotkałem Dianę poszedłem do Hazzy. Znamy się od dzieciństwa, chociaż kontakt nam się urwał przez jakiś czas, gdy ja się przeprowadziłem, ale hey ho! wróciłem do Londynu!

Z: Siema stary
H: Yo! Co tam? Jak się szkoła podoba?
Z: Buda jak buda, ale laski to tutaj niezłe są..
H: Haha masz jakąs już na oku?
Z: Tu jest wiele lasek które bym przeleciał tu i teraz, ale ta Diana.. Mhm.. Niezła dupa.
H: Ziom, odpuść sobie Diane. Nie warto.
Z: Dlaczego tak sądzisz?
H: To jest najlepsza przyjaciółka mojej sis, Zoe, pamiętasz? Odkąd coś się w jej rodzinie stało laska obiecała sobie że zero chłopaków, nic a nic. Wiele próbowało, ma mocną głowę więc jej nie upijesz, i jest bardzo ostrożna..
Z: Czyli trudna laska.. Jeszcze bardziej mnie kręci. Ja? Zayn Malik ma nie przeruchać laski na którą ma ogromną ochotę? Nie ma opcji.
H: Powodzenia, co masz teraz?
Z: Wf
H: Ja też, chodź idziemy, Pan Trevor nie lubi spóźnialskich.
Z; Oj jaka ciota. Hahaha

Harry tylko zmierzył mnie wzrokiem i poszliśmy. Po szkole poszedłem do domu by trochę odpocząć a potem może pójdę na wyścig? Nie mam ochoty siedzieć z tym debilem. Gdy wszedłem do domu było około 4PM, czyli za jakieś 2 godziny zacznie się masakra.. Gdy przeszedłem przez salon Zobaczyłem Leona oglądającego telewizje, popijając piwo.. No to ładnie, dzisiaj nie przestanie nawet jak nas pozabija.. Wiem! Zabiorę dzieciaki do opiekunki którą sam wynająłem. później około 10.30 PM je zabiorę, on powinien już spać. Poszedłem na górę do pokoju dziewczynek i powiedziałem im co zrobimy. Uwielbiam widzieć ich zadowolone minki. Poszedłem do siebie i stwierdziłem że wezmę szybki prysznic by się odprężyć przed wyścigami. Po 20 minutach leżałem na łóżku z telefonem w ręku. Wszedłem na Facebook'a i w proponowanych znajomych zauważyłem Dianę Shaw.
 
-Nawet na zdjęciach jest śliczna..
Co ja kurwa wygaduje!? Nie ważne, jakoś już wybiła 5.50 PM więc poszedłem po Safee i Waliyha'e i pożegnawszy się z mamą, mówiąc że jedziemy na wycieczkę, pojechaliśmy do pani Zosi. Gdy dotarliśmy na miejsce była godzina 6.05 PM, odstawiłem dziewczynki i pojechałem na tor. Wyścigi zaczynają się dopiero po 8 PM, ale warto tam być wcześniej. Napisałem do Josa, że bedę niedługo na torze, Mechanik musi sprawdzić mój samochód, oczywiście nie ten którym aktualnie jadę na tor, Moje auto nie jest dostosowane do tego. Moi dziadkowie kupili mi to auto z ich zaoszczędzonych pieniędzy przed ich śmiercią. Powiedzieli żebym pomagał mamie, ponieważ oni nie lubią Leona. Od razu wiedzieli co to za typ, raz nawet powiedzieli mi że byli przed domem i słyszeli jak się darł na dziewczynki, uderzył je kilka razy i groził że jak coś powiedzą mamie to ją zabije. Oni próbowali ostrzec mamę, ale niestety ona nie słuchała i powiedziała że mają się do niej nigdy więcej nie odzywać. Po kilku tygodniach umarli, żegnając się ze mną i dziewczynkami. Dzień przed śmiercią, zadzwonili po mnie i powiedzieli żebym przyjechał do szpitala. Jak powiedzieli tak też zrobiłem, byłem przerażony, nie wiedziałem ile czasu mi zostało. Oni mogli umierać czy coś, więc autobus odpada, za długo, a taksówka za droga. Musiałem biec kilka kilometrów, nie czułem zmęczenia, tylko strach i ból. Gdy byłem pod szpitalem, parking był prawie pusty, stało tam kilka aut, a jedno było naprawdę śliczne! Obiecałem sobie że będę na taką Toyotę zbierać. Gdy poszedłem do sali dziadków, oni gdy tylko mnie zobaczyli starali się uśmiechnąć najszerzej jak mogli, ale im to nie wychodziło, wiedziałem że wiele czasu im nie zostało. Dziadek dał mi kluczyki, wyglądały jak kluczyki do auta chyba, ze znaczkiem Toyoty na nich, hmmm oni nie mieli Toyoty. Babcia widząc moje zakłopotanie wytłumaczyła mi że czarna Toyota C-HR na parkingu jest moja, i że to prezent za ich oszczędności. Bałem się w tedy go przyjąć, ale postawili mi warunek na który się zgodziłem, od tamtej pory pomagam mamie praktycznie codziennie.
Toyota C-HR
Prezent od dziadków
Z moich wspomnień wytrąciło mnie pukanie w szybę. To był Joseph, chyba stał tam jakąś chwile bo był zdenerwowany. Wysiadłem z auta i spojrzałem na telefon. Hmm, 7.29PM, Az tak długo siedziałem lub jechałem tutaj? Spojrzałem na Josa, który piorunował mnie wzrokiem, oho.. Mam problemy.

Z:Siema stary..?
J:W końcu wróciłeś na ziemię? 20 minut tu stoję, już myślałem że zemdlałeś czy coś, ale oddychałeś i mrugałeś. Co się z Tobą dzieje?! I Ty chcesz wziąć udział w wyścigach dzisiaj?! Powaliło Cie? Nie ma mowy! Wróć tu w weekend.. Poznamy tutejszą 'gwiazdę'.. Masz z nią wygrać! Jej przyjaciółka też jest bardzo dobra, i zawsze kończy druga, masz być tak dobry że obydwie zakopią się ze wstydu. Jasne?
Z:Spokojnie stary, oczywiście że je pobije! Do zobaczenia w piątek, przyszykuj moją maleńką.

Mówiąc to, uśmiechnąłem się i wsiadłem do auta i odjechałem, stwierdziłem że pojadę do klubu na godzinę. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
TA DAM!

Pierwszy rozdział! Mało osób na razie mnie czyta, ale trudno, bede kontynuować dla własnej satysfakcji. Jak czytasz to prosze daj komentarz ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz